Duchowieństwo wobec rzezi wołyńskiej

Rzeź Wołyńska pozostaje jedną z największych tragedii w historii Polski XX wieku. W latach 1943–1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej doszło do ludobójczej czystki etnicznej przeprowadzonej przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię. Ofiarami byli przede wszystkim polscy cywile, ale także duchowni różnych wyznań i obrządków. W tej tragicznej historii odnajdujemy zarówno przykłady heroicznego męczeństwa, jak i bolesne przypadki współudziału części duchowieństwa w narodowej nienawiści.

Kościół rzymskokatolicki na Kresach poniósł ogromne straty. Jak podają badania przedstawione przez Instytut Pamięci Narodowej, metropolia lwowska utraciła podczas wojny 167 księży diecezjalnych, 59 zakonników i 29 kapelanów wojskowych. Spośród nich aż 75 duchownych zginęło wskutek działań ukraińskich nacjonalistów. Wielu zostało zamordowanych dlatego, że nie chcieli opuścić swoich parafian. Szczególnie tragiczny był rok 1943. W niedzielę 11 lipca, podczas tzw. krwawej niedzieli, oddziały UPA zaatakowały dziesiątki miejscowości. W wielu przypadkach napastnicy uderzali w czasie Mszy świętych. Księża ginęli razem ze swoimi wiernymi.

Proboszcz parafii w Porycku, ks. Bolesław Szawłowski, został wcześniej ostrzeżony o planowanym napadzie. Polecił ministrantom przekazać wiernym wiadomość o zagrożeniu. Wielu jednak nie uwierzyło. Podczas ataku zamordowano około dwustu osób, głównie kobiety i dzieci. Wśród ofiar znalazł się także sam proboszcz.

Podobny los spotkał ks. Józefa Aleksandrowicza w Zabłotcach, ks. Jana Kotwickiego w Chrynowie oraz ks. Konstantego Turzańskiego w Wyszogródku. Wielu duchownych miało możliwość ucieczki, lecz świadomie pozostało ze swoimi parafianami. Szczególnie okrutną śmierć poniósł ojciec Ludwik Wrodarczyk OMI. W grudniu 1943 roku został pojmany przez nacjonalistów i zamęczony. Do dziś trwa pamięć o jego świadectwie wiary.

W tradycji chrześcijańskiej świątynia była miejscem schronienia. Na Wołyniu często stawała się miejscem śmierci. Kapłani byli zabijani podczas sprawowania liturgii, podczas pogrzebów lub gdy wracali z posługi duszpasterskiej. Świadectwa zebrane po wojnie mówią o wyjątkowym okrucieństwie sprawców. Duchownych bito, torturowano, okaleczano i mordowano w sposób mający zastraszyć całą społeczność. Wielu nie doczekało własnego grobu. Ich ciała zaginęły bez śladu. Męczeństwo tych kapłanów miało szczególny wymiar. Nie ginęli jako żołnierze ani politycy. Ginęli dlatego, że pozostali wierni swojemu powołaniu i nie opuścili powierzonych sobie ludzi.

Jednym z najtrudniejszych tematów pozostaje postawa części duchowieństwa ukraińskiego. Źródła historyczne wskazują, że niektórzy duchowni angażowali się po stronie nacjonalistycznego ruchu ukraińskiego. W dokumentach i relacjach świadków pojawiają się informacje o duchownych prawosławnych związanych ze środowiskami wspierającymi OUN i UPA. Istnieją świadectwa wskazujące na bezpośredni udział niektórych duchownych w podżeganiu do mordów. Według zeznania Hrycia Medyńskiego jednym z inicjatorów mordów w okolicach Skoromoch był miejscowy proboszcz greckokatolicki wraz z wójtem.

Trzeba jednak podkreślić, że odpowiedzialności pojedynczych duchownych nie wolno przenosić na cały Kościół greckokatolicki czy prawosławny. Byłoby to historycznie nieuczciwe.

Historia Wołynia nie jest czarno-biała. Obok duchownych wspierających nacjonalizm byli również kapłani, którzy zachowali w sobie postawy godne naśladowania. Przykładem jest greckokatolicki proboszcz ks. Mychayło Szczurowski z Markowej. Po zamordowaniu około czterdziestu Polaków i miejscowego administratora parafii odprawił Mszę świętą za pomordowanych. W geście protestu zrezygnował z tradycyjnych uroczystości religijnych i ostatecznie opuścił parafię, mówiąc: „Nie chcę umierać wśród bandytów. Szkoda mojej trzydziestoletniej pracy”.

Także część hierarchów prawosławnych potępiała mordy na Polakach. Niektórzy duchowni prawosławni zapłacili za to życiem. Wśród ofiar byli kapłani zabici za obronę polskich sąsiadów lub za sprzeciw wobec działań nacjonalistów. Nie brakowało również duchownych, którzy ukrywali rannych, pomagali uciekinierom i uczestniczyli w pogrzebach pomordowanych Polaków.

Rzeź Wołyńska pokazuje, że człowiek może stanąć przed dramatycznym wyborem między Ewangelią a ideologią. Jedni duchowni pozostali wierni Chrystusowi aż do śmierci. Inni ulegli nacjonalistycznej propagandzie i stali się uczestnikami lub inspiratorami przemocy. Dlatego pamięć o Wołyniu nie powinna służyć podsycaniu nowych konfliktów. Powinna być przestrogą przed każdą ideologią, która stawia naród, rasę lub państwo ponad przykazaniem miłości bliźniego.

Męczeństwo kapłanów zamordowanych wraz z wiernymi pozostaje jednym z najbardziej przejmujących świadectw tej tragedii. Ich śmierć przypomina, że prawdziwy pasterz nie opuszcza swojej owczarni nawet wtedy, gdy wie, że pozostanie przy niej będzie kosztowało go życie.

Inne artykuły autora

Duchowieństwo wobec rzezi wołyńskiej

Sztuczna inteligencja a człowiek

TV TRWAM. Wierzę w Boga cz.2